Шоколад Fin Carre с лесным орехом — сочетание шоколада настоящего немецкого качества, подтвержденного UTZ
Gâteau yaourt chocolat crusti choc.Ingrédients : - 1 yaourt à la grecque - 200 gr de chocolat crusti c
There are 47 calories in 9 gram of Crusti Choc from: Carbs 6g, Fat 2.4g, Protein 1g. Get full nutrition facts. Calories in Crusti Choc by Fin Carre and Nutrition Facts
There are 523 calories in 100 g of Fin Carre Czekolada Deserowa.: Calorie breakdown: 57% fat, 39% carbs, 4% protein.
Find calories, carbs, and nutritional contents for Crusti Choc and over 2,000,000 other foods at MyFitnessPal
Potraviny Vitamíny Minerálne látky Vplyv na zdravie Nevhodné potraviny Éčka. Fin Carré. Hodnoty uvedené v tabuľke sú na 100 g potraviny. search. Filter keyboard_arrow_down Filter keyboard_arrow_up. Množstvo: Energetická hodnota ( kcalkJ) Bielkoviny Sacharidy Tuky Vláknina. min:
milk chocolate with ground hazelnuts, cocoa: 36% at least in milk chocolate, ingredients: sugar, cocoa butter, milk powder, 15% hazelnuts, cocoa mass, butterfat, emulsifier: lecithins (sunflower), may contain traces of other nuts, soy, peanuts and gluten, protect from heat and store dry,
Smak jest intensywny, z lekką goryczką i wyraźnym końcowym akcentem taninowym. Jeśli porównać smak do koloru, to spektrum tej czekolady jest zdecydowanie zielone. Fin Carré Czekolada gorzka 85% to dobry produkt w dobrej cenie - jest to prawdziwa czekolada, z której konsumpcji można czerpać wszystkie prozdrowotne walory kakao.
Fin Carre – это производитель качественного шоколада по традиционным технологиям в странах ЕС. Данный бренд характеризуется внутренней направленностью и реализуется исключительно в странах
No. You can actually break them off just fine. The other one is bad because some of the pieces have 7 sides as they wrap around other square pieces making them literally impossible to break off without another piece with them.
C9xfhVs. banglainnedom i żywnośćfin carre, czekolada - różne smaki 0 kupi ponownie 24 dodanych recenzji Zobacz wszystkie opinie (24) O produkcie Przepyszna czekolada o różnych smakach. Lidl Inne Dom i żywność Wiki2015-06-18 Świetne czekolady. Cena bardzo niska jak na tak dobrą jakość produktu, tym bardziej, że można dostać je często w promocji.; ) Uwielbiam białą! Moim zdaniem najlepsza ze wszystkich czekolad! zobacz całą opinię Opinie DODAJ OPINIĘ Podobne produkty Stimeria, różne smaki Napój gazowany Fix, Pikantne Bolognese z Chili Środek Dezynfekujący Do Prania
Witaj! Zaloguj lub Zarejestruj Polski Deutsch English Polski Hrvatski Francais Italiano Oferty Kategorie Sklepy Stacje paliw Mapa Ulubione 0 Optymalizuj zakupy Lokalizacja: Frankfurt am Main Aktualności > Fin Carre Dodaj do Listy Dodaj do ulubionych PickAlarm Produkt Fin Carre Crusti Choc 100 (Wiadomość o produkcie?) EAN 20488703 Cena normalna Opinie 0 0 Opinie (0) Więcej informacji Opinie (0) 0 0 Napisz opinię Twój komentarz: (opcjonalnie, maksymalnie 160 znaków) Twoja ocena: Dodaj Optymalizacja zakupów Ilość: 0 0,00 Najlepsze ceny -,-- 3 najtańsze sklepy -,-- Tylko Ulubione sklepy -,-- Wszystko w 1 sklepie -,-- Wypełnij listę produktami aby zoptymalizować zakupy Podobne produkty Milka Tafelschokolade 270 od 1,79 Milka Tafelschokolade Peanut Caramel 276 od 1,79 Trumpf Schogetten 100 od 0,59 Inne podobne produkty Wszystkie informacje i ceny bez gwarancji, ceny ustalane są bezpośrednio w sklepie. * Kwota może zawierać średnie ceny, które mogą różnić się od aktualnych cen rynkowych. O YouPickIt Czym jest YouPickIt Jak działa YouPickIt FAQ YouPickIt w mediach Polityka prywatności Regulamin O nas Kontakt Kontakt Praca i Kariera Kontakt dla Prasy Tanken Reklama Integracja mediów reklamowych Integracja sklepów internetowych/cen Wykorzysanie komercyjne Auszeichnungen Social Media Facebook Google+ Twitter YouPickIt folgen © 2022Wszelkie prawa zastrzeżone.
Hej hej, wybaczcie sobotni brak wpisu, od razu się tłumaczę - nie, to nie z lenistwa ^^ Sobota była, można by powiedzieć - wypełniona co do minuty ;) Chcecie wiedzieć? nie? Cóż, w takim razie pomińcie ;) Z samego rana (czytaj: o 7 ;)) byłam już na rowerze, jakieś półtorej godzinki, tak dla rozbudzenia, potem śniadanie i do sklepu, wiecie jajka, mleko, woda i te sprawy xD Ehh no i czas zabrać się za sprzątanie, wy też tego nie znosicie? (stawiam, że tak, no bo kto lubi sprzątać ?! :D) w takim razie żółwik - tak dla odmiany ;) Oczywiście jak to bywa (pozdrawiam studiujących ^^) mama zrobiła większość ;) Potem pieczenie.. Uwielbiam to <33 z ciastkami to się zeszło, mama ucierała lukier, a ja zagniatałam ciasto, potem musiałam je wałkować i wycinać te nieszczęsne kółeczka, posmarować lukrem i do piekarnika, potem od nowa i od nowa :D na koniec przełożyć dżemem i gotowe, mm pyszności. Ale nie nie, nie koniec soboty przecież. Otrzepałam mąkę ze spodenek i pojechałyśmy na cmentarz, jak pewnie wiecie, tam też się trochę zeszło.. Wróciłam, usiadłam, w pół do dziewiątej.. Nawet nie zauważyłam kiedy, a zrobiła się niedziela, tak, ta wyczekiwana niedziela..Słodyczee nadchodzę <3 (błagam, błagam nie w uda :D) Mamy poniedziałek, matko poniedziałek! Zaczyna się: "jak ja nie lubię poniedziałków", "oby do piątku", teraz to studentom zazdroszczę :D Okej bo się jeszcze bardziej rozpiszę, lecę malować paznokcie, a wam dziękuje za każe naskrobane wystukane słówko ;) Herbatniki markizy kakaowe z kremem o smaku mlecznym (23%). Czerwono - biało - czarne opakowanie, oprócz kolorystyki i oczywiście ciastka jest jak w Crunchy Choco. Kiedy tylko zaczęłam je otwierać poczułam silny gorzko - kakaowy zapach, zapowiadał on coś dobrego. W środku skrywają się 22 kontrastujące, każde z wytłoczonym napisem, zostawiające pył na palcach ciasteczka. Żadne z nich nie było połamane, trzymały się kremu, lecz z łatwością można było je oddzielić. Wiecie co zauważyłam? On (krem) za każdym razem zostaje na górnym herbatniku ^^ Jest dużo lepszy niż w Oreo, wyraźnie mleczny, nieprzesłodzony, lekko jakby suchy, do tego gęsty, nie był idealnie gładki, proszkowym też go nie nazwę, to chyba przez to, że był taki suchy :D. Jeśli już porównujemy do popularnych na całym świecie markiz, ciastko również jest nieco inne. Nie powiem, że lepsze, ale smaczne. Mniej twarde, bardziej kruche i suche, lecz tak samo gorzkie i mocno kakaowe. Podoba mi się to, że nie dodano żadnych zbędnych chrupek. Kolejnym plusem jest to, że nie przypominają klasycznych Hitów i mają smaczny krem. Mimo pozytywów smakują mi nieco mniej niż pierwsze próbowane Twisty, ale na pewno bardziej niż Oreo. Ocena: 7,5 Cena: chyba trochę ponad 3 zł Gdzie kupiłam: Alma Kaloryczność: 499/100g Też tak czasem macie, że budzicie się rano i macie kompletną pustkę w głowie? jak tylko otworzyłam oczy, wiedziałam, że to nie będzie "mój dzień", nie stworzę niczego ciekawego, nic zero, kompletna czarna dziura. Ale wierzcie mi, wcale nie chcę się wymigać czym coś w tym stylu, jedyne o czy teraz myślę to Ritterka leżąca w moim koszyku (po którą zaraz zresztą śmigam) i kot, kurcze czego mam przed oczami kota? Nigdy go nie miałam, ani nawet nie lubiłam... Boże moja psycha mnie zadziwia xD Miała go już chyba każda z was. Ja jakoś specjalnie nie szukałam i nie ubolewałam nad tym, że spotykam się z nim dopiero teraz, nie powiem też, że był mi zupełnie obojętny. Baton ma estetyczne opakowanie, złoto-biel-czerwień ładnie się ze sobą komponują i tworząc coś miłego dla oka. Otrzymujemy standardowe, dwa paluszki ( swoją drogą myślałam, że są większe ;)). Przyjemny kawowy aromat mieszał się z czekoladowym zapachem. Przypomniało mi to Cappuccino z saszetki, które za dzieciaka robiła mi mama. Bohater składa się z trzech warstw, wizualnie niczym nie różniących się od klasyka. Czekolada charakterystyczna dla wyrobów firmy Mars, warstwa cienka, słodka, mleczna i gładka. Grube ciastko również pozostało bez zmian, jasne, nie słodkie, suche i kruche, jak wszyscy pewnie wiedzą smaczne. Na nim znajdował się "punkt kulminacyjny" - karmel. Miękki, gładki, ciągnący i oczywiście słodko - maślany. To w nim tkwi tajemnica produktu. Ma on smak "napoju bogów", a raczej słodkiego, sypkiego Cappuccino z torebki, co wcale nie znaczy, że niedobrego. Jest mocno wyczuwalne i nadaje ciekawego smaku. Szkoda tylko, że gdy jemy całość ten smak gdzieś ginie, staje się mniej wyczuwalny, nie zmienia to jednak faktu, że limitka udana. Połączenie miękkiego/ciągnącego, z czymś chrupiącym jest z tych, które uwielbiam ;) Ocena: 9 Cena: 0,98 Gdzie kupiłam: miejscowy spożywczy Kaloryczność: 494/100g 114 kcal - paluszek Przygody ze światłem ciąg dalszy ;) Cieszyłam się, że szybko włączyli, zajrzałam na blogi, instagrama i znowu wyłączyli... Na szczęście tylko na jakieś trzy godzinki ^^ Ale wiecie co? Nie wiedziałam, że mimo iż niedawno sprzątałam, wyniosłam masę, jak nie tonę rzeczy w moim pokoju znajdzie się jeszcze tyle ciekawego ^^ Jedna półka, druga.. Czas mi zleciał nawet nie wiem kiedy :D W ogóle wam też tak szybko leci, mam wrażenie, że dopiero był maj, potem nie wiadomo kiedy czerwiec i już nagle mamy koniec sierpnia.. Nieźle xD Lody kakaowo-miodowe z kawałkami czekolady mlecznej z miodem i nugatem migdałowym 2%, z kawałkami białego nugatu 2%, w polewie z czekolady mlecznej 33% z białym nugatem 3% - opis jest dłuższy niż sam proces konsumpcji Żółte opakowanie nie ucieszyło mnie tak jak to pierwsze, ale z uśmiechem na ustach pobiegłam do kasy, w końcu to jeden mniej, a może wcale nie będę musiała ich wieźć z trzęsącymi rękami, czy aby się nie rozpuszczą ;) Trójkąt, który wysunęłam jest mały, za mały. W czekoladową skorupkę wtopiono biały nugat, chrupiące i słodkie kawałki, niektóre oblepiały zęby. Sama czekolada jest dość gruba i jak to mleczna, słodka. Lody-czy one wypadną lepiej? Są mocno kakaowe, dużo mniej słodkie i jeszcze raz kakaowe, wtopiono w nie spore kawałki mlecznej czekolady - rozpływającej się w ustach i dodającej słodkiego akcentu. Nugat też się znalazł, już nie taki chrupiący i co dziwne - nie kleił się do zębów. Odkryłam także półpłynne cząsteczki o zółto - rudej barwie. Jak mniemam to miód, tak delikatny w smaku, że aż praktycznie nie wyczuwalny. Lód (całość) jest smaczny, słodki, kakaowy, z chrupiącymi dodatkami, ale nie ma czegoś takiego... takiego punktu który sprawi, że od razu pobiegnę po następne sztuki. Brak miodowego smaku, rozmiar i bardzo słodka otoczka. Te trzy czynniki zaważyły o ocenie. Jednak na pewno jest lepszy niż Oreo ;) Ocena: 8 Cena: do 4 zł Gdzie kupiłam: Delikatesy Centrum Kaloryczność: 360/100g 238 kcal w lodzie Jakież było dzisiaj moje zdziwienie :D wstaję rano, idę umyć twarz, a tu co? Nie ma światła! Ach tak.. trzeba czytać ogłoszenia..A kilka dni temu obok niego przechodziłam, zerkałam, ee, coś o elektryczności.. Na szczęście szybko włączyli, bo nie wiem co bym robiła. Boże, wyobrażacie sobie jak ludzie żyli bez światła, prądu, internetu..Elektryczności?! Może nie jestem jakimś tam strasznym "nołlajfem" ale życie bez internetu..Nawet nie chcę o tym myśleć :D W końcu udało mi się dorwać i tą, ostatnią nie próbowaną z tej serii, także dziś usatysfakcjonowana mogę zakończyć, ale czy smacznie? a może trzeci próbowany kubeczek będzie wielkim rozczarowaniem? W składzie proporcje bez zmian, wskakują tylko truskawki i inne skoncentrowane soki. Różnica jakiej nie da się nie zauważyć to kolor, blado różowy, takiego właśnie się spodziewałam. Przez taflę jogurtu nie przebijają się się już tak intensywnie wsypane dodatki. Czas zanurzyć łyżkę! i..Zaskoczenie! Mnóstwo kawałków truskawek, kilka słusznej wielkości: Mniej lub bardziej rozpaćkane, prawie pozbawione koloru i mocnego smaku, lekko kwaśne. Płatki owsiane są bardziej miękkie, niebezpiecznie blisko rozgotowanej papki dla bezzębnych, przez to odnoszę wrażenie jakby było ich jeszcze mniej niż u poprzedników. Na koniec słówko o jogurcie? masie? nie wiem jak to dobrze nazwać, ale chyba smakowo trafnym określeniem, będzie to pierwsze. Delikatnie kwaskowy i owocowy. Dokładnie jak najzwyklejszy, za rzadki, lecz dobry jogurt truskawkowy. Kończąc zaskoczyłam samą siebie, smakował mi, nawet najbardziej. Pełen malutkich pestek i kawałków, miał najwięcej smaku. Wiadomo, takie "gluty" nie zastąpią śniadania, ale (i tu znowu się powtórzę) jako jogurt z dodatkami, przekąska, będzie okej :) Ocena: 8 Cena: 1,29 Gdzie kupiłam: Biedronka Kaloryczność: 157/porcja Znów Milka, a dlaczego to? Pewnie większość z was uważa czekolady tej marki za przesłodzone, "tanie" i nie warte. Ja jednak fioletową krowę uwielbiam, chciałabym spróbować wszystkich tabliczek, dużych i małych, ciastek, biszkoptów i innych słodkość, może kiedyś mi się uda. Będę mogła powiedzieć, że próbowałam wszystkiego, przynajmniej tego co dostępne jest w Polsce, choć nie wiem czy to wykonalne, co rusz pojawiają się jakieś nowości, edycje limitowane. A jak już patrzę na rynek zagraniczny, aż mi się serce kraje, wiem, że spróbowanie, przynajmniej części, graniczy z cudem. Powinniśmy się już nauczyć, że nasz kraj to jedna wielka wieś ;) A jednak, na wsi też można dorwać coś fajnego ^^ Ciastka te oferuje nam Alma, Carrefour i Tesco, na pewno jeszcze inne sklepy, ale o tych wiadomo mi na pewno ;) Opakowanie ma nadrukowane polskie napisy, skład i wartości odżywcze, a więc..Zostaje u nas ;) Ciastka biszkoptowe przekładane nadzieniem kakaowym (19,9%) i kawałkami czekolady mlecznej z mleka alpejskiego (4%) oblane czekoladą mleczną z mleka alpejskiego (31,9) - czyli nie taka nowa nowość od Milki. Niektórzy moją historię z nimi już znają, przy pierwszym spotkaniu zostały w sklepie, później żałowałam, do tego mocno przychylna opinia i co? musiałam po nie wrócić. Czy opakowanie trzeba opisywać? Fioletowe ;) takie standardowe, chyba każdy je zna. Otworzyłam, moim oczom ukazało się sześć, mleczno - brązowych, niczym nie zachwycających, okrągłych ciastek. Tylko po co robić takie wielkie paczki z tak marną zawartością, zmieściłoby się co najmniej siedem (pozdrawiam Olgę ^^). Charakterystyczny, słodki zapach nieco poprawił odczucia, czas na krojenie ;) Warstwa miękkiej, szybko rozpuszczającej się czekolady dawała się zgryźć, była grubsza niż się spodziewałam. Pod nią skrywa się jasny, miękki biszkopt, nie twardy i suchy, jak to się czasem zdarza. Po między dwoma spłaszczonymi, mącznymi tworami, skrywa się krem o ciemnej - kakaowej barwie. Nie za słodki, wyraźnie kakaowy, gęsty, grudkowy i miękki, aczkolwiek zbity, jakby lekko zastygnięty. Nie sądzę by było to dla was zaskoczeniem, całość jest pyszna, lekko słodki, mięciutki biszkopt i smaczny krem, bardzo podobny do do tego z Cake&Choc (bardzo przeze mnie lubianych), wzbogacone o zewnętrzną otoczkę czekolady. Cukrowa poezja ;) Ocena: 10 ^^ Cena: (wiem co powiecie ;)) Gdzie kupiłam: Tesco Kaloryczność: 470/100g 118 kcal w ciastku Nie nie dostałam nagłego natchnienia, po prostu stojąc w sklepie przed stertą zeszytów pomyślałam, że warto by było coś napisać. I wiecie co zaświeciło mi w głowie?(czyżby jednak natchnienie?) Że staramy się, dążymy do swoich celów i próbujemy znaleźć złoty środek, a może jego tak naprawdę nie ma? No bo zdaje nam się, że właśnie go znaleźliśmy, cieszymy się, kiedy okazuje się że on wcale nim nie jest, mogłoby być jeszcze lepiej. Weźmy na przykład taką sytuacje: decydujecie się poświęcać 4 godziny dziennie internetowemu światu, resztę dnia natomiast zostawiać na rzeczy pożyteczniejsze, sprzątanie, zakupy, gotowanie, czas z rodziną i czytanie książek, ale po pewnym czasie uświadamiacie sobie, że może być lepiej. Albo nawet ze szkołą i wakacjami, cały rok wolnego źle, chodzenia do szkoły-jeszcze gorzej, a jednak dwa miesiące to stanowczo za mało.. mogło być lepiej. Ludzie mówią, lepiej mniej niż więcej, a ja uważam, że to wcale nie prawda, może prawda, lecz nie zawsze się sprawdza ;) Lepiej przecież mieć więcej szczęśliwych chwil niż mniej, lepiej też mieć więcej uśmiechu na twarzy, życzliwych ludzi wokół siebie. A mniej? mniej lepiej nakładać obiadu (XD), albo mniej się kłócić ^^. To było trochę bezsensu, wiem o tym, jednak jak już coś mnie olśniło, chciałam się tym z wami podzielić, aczkolwiek nie ukrywam, myślałam że lepiej to wyjdzie, o mam kolejny przykład! Lepiej mówić mniej niż więcej! ;) Jeśli chcecie, ten temat przemilczcie, zapraszam do produktu ;) Opakowanie nie powala, nie jest też brzydkie, jednak pokazana część zawartości zapowiedziała coś ciekawego. Jadłam czekolady tej marki, o tej wiele dobrego czytałam , nastawiona więc byłam pozytywnie. Po otwarciu ukazuje się ładny spód, wypełniony chrupkami zbożowymi (15%). Kiedy odwróciłam tabliczkę widok był jeszcze lepszy, niestandardowe, różnej wielkości, ładne kostki, aż żal było ją łamać. Sama czekolada jest bardzo słodka, a kakao stoi daleko za mlecznością. Chrupek jest dużo, ale nie zawładnęły one czekoladą, są takie jakie powinny, bardzo chrupiące, lekko słone, nie kaleczyły języka, nadały ciekawą strukturę, co najważniejsze - "gasiły" słodycz. Jest smacznie, jest słodko i chrupko, wygląd ciekawy, obrzydliwej margaryny czy totalnego przesłodzenia nie doświadczyłam, ale..no właśnie, niby żadnego "ale" nie było, a jednak mojego serca nie skradła. Nie wiem co z nią zrobić. Na słabą ocenę nie zasługuje, na najlepszą też nie, 9 bez większych zachwytów, smaczna i tyle. Macie ochotę na coś słodkiego, chrupiącego, nie wymagającego rozwodzenia się podczas konsumpcji i rozkładania na czynniki pierwsze, śmiało sięgajcie ;) Ja też w przyszłości zrobię to ponownie ;) Ocena: 9 Cena: 2,49 Gdzie kupiłam: Lidl Kaloryczność: 514/100g Wybaczcie dzisiejszy brak wstępu czy czegoś takiego, ale kompletnie nie mam weny, bolą mnie zęby i nie chcę was zanudzać. Przejdźmy więc od razu do ciastek. Duże 144-gramowe opakowanie, takie samo jak przy każdych ciastkach wychodzących z pod tego szyldu, z tym że tu pozują pałeczki. Nie zbyt podobają mi się zaklejane otwarcia. W środku czeka nas 28, średniej grubości paluszków, intensywnie pachnących mleczną czekoladą, którą zostały oblane. Jest to standardowa, zwykła Milka, jak w każdym jej wyrobie, bardzo mleczna, słodka, dość cienka warstwa rozpuszcza się szybko i gładko. Herbatnikowe ciastko wydało mi się niemal identyczne jak w Choco Moo, twardawe, mocno chrupie i równoważy słodycz, jedyną różnicą jaką wychwyciłam jest suchość Lila Stix są bardziej suche. Znów są to zwykłe ciastka, nie ma fajerwerków, nawet ich nie oczekiwałam, wiedziałam co biorę :) Jednak takie właśnie lubię najbardziej, proste, dobrze wykonane. Przyjemnie się je chrupie, mają ciekawą formę i bardzo wciągają, nie da się poprzestać na jednym. jedliście? smakowały? Lubicie takie ciastko-pałeczki? Polecam spróbować firmy Cadbury, duży wybór, a wszystkie smaki są pyszne ;) Nie ma co więcej pisać na temat najzwyklejszych, smacznych ciastek, nie zatrzymuję was dłużej ;) Ocena: 9 Cena: 3,99 Gdzie kupiłam: Delikatesy Kaloryczność: 495/100g 27 kcal - paluszek A, jeszcze taka mała ciekawostka (recenzja była pisana dawno ;)), wiecie, że Milka zmieniła gramaturę tych właśnie ciastek, teraz kupując to samo opakowanie, większość pewnie o niczym nie wiedząc płaci za 122 gramy ;) Ciągle narzekam, że nic u mnie nie ma. Nie myślcie nawet, że pojawiły się te lody. Strasznie chciałam ich spróbować, korzystając więc z okazji wizyty w większym sklepie postanowiłam to uczynić. Miałam wszamać od razu, ale cóż, raz kozie śmierć, przywiozę je do domu! Stojąc przed lodówką pełną wymarzonych ochładzaczy myślałam, że się rozkleję. Tyle pyszności, kolorowych papierków. Sumiennie wzięłam jednak małe, czerwone pudełko, reszcie powiedziałam tylko: Nie martwcie się, mamusia po was wróci! XD Małe opakowanie, w sam raz na raz, wściekle czerwone, z dużym napisem "Daim", czy da się go nie zauważyć? Skrywa ono w sobie Lody karmelowe z kawałkami czekolady mlecznej z chrupiącym nadzieniem karmelowo-migdałowym. Po zerwaniu wieczka ujrzałam jasnego kremowo-beżowego loda, zwieńczonego kilkunastoma kuleczkami. Nie zwlekałam długo i wbiłam łyżeczkę, nie sprawiło to większego trudu, lody nie są tware jak kamień, nie są też zbyt miękkie, nie topią się szybko (przetrwały 20min drogi ^^) Masa lodowa jest słodka i karmelowa, co mogę o niej więcej powiedzieć? A no nic, po prostu pyszna! Samego Daima nie jadłam więc nie mogę stwierdzić czy kawałeczki były identyczne. Chrupiący, karmelowy środek otulała warstwa smacznej, mlecznej czekolady. Nie wyczułam tylko migdałów, ale nie odjęło to smaku. Było ich sporo, również we wnętrzu kubeczka, stanowi to ich kolejny duży plus. Ariettę opisałam wcześniej jako kremową-błąd-to są kremowe lody (ach, nie jadłam np. Haagen Dazs ;/) Przepyszne karmelowe, słodkie, ale co ważne nie przesłodzone. Dobrze, że nie miałam większego opakowania, bo pewnie i tak poszłoby na raz. Co tu więcej mówić, zakup udany, teraz mam jeszcze większego smaka na inne. Nie jedliście? Nie ma na co czekać! Szukajcie i kupujcie ;) Ocena: 10 Cena: do 5 zł Gdzie Kupiłam: Carrefour Kaloryczność: 136/100ml 252 kcal w kubku Dziś bez wstępu bo i bez chęci, wstałam rano, nie wyspana, do tego jestem głodna. Piszę więc szybko i lecę na śniadanie. Może macie ochotę na płatki? Kojarzą mi się one z wakacjami w UK, tam można było kupić zestawy różnych płatków, w małych, kartonowych opakowaniach, w sam raz na raz, bo pakowane po 30 gram, tylko dlaczego u nas takich nie ma, tak ciężko o kartony? Nad tym żeby je kupić myślałam jakiś czas, ostatnio w Biedronce była na nie promocja, czyli idealna okazja. Opakowanie, o ile się nie mylę nie uległo zmianie, ta sama radosna pszczółka i kółeczka na pomarańczowym tle, pojawiła się tylko informacja, że zawierają witaminę D, która zajmuje prawie pół opakowania i mnie osobiście irytuje, ale to nie jest przecież najważniejsze. Już ich zapach jest bardzo słodki i sztucznie miodowy. Małe "oponki" strasznie lepią się do rąk, przez syrop, którym zostały oblane, biorę garść i chcę wrzucić do miski...skucha, one wciąż trzymają się na ręce. Nie zraziło mnie to jednak, próbuję. Same, są bardzo chrupiące i bardzo słodkie, miodowy mają raczej tylko aromat, jednak kurcze, mają w sobie coś takiego, uzależniającego, jem jem i nie mogę przestać, są smaczne. Nie najpyszniejsze, ale nie ukrywam, że mi smakują. Są malutkie dlatego namiękają dość szybko, czego bardzo nie lubię, lecz do zimnego mleka, jogurtu czy lodów, są super. Nie jadam płatków z mlekiem często, wręcz wcale, ale nawet do pochrupania do sucho, będą u mnie gościć ;) Ocena: 7,5 Cena: 3,99(promocja) Gdzie Kupiłam: Biedronka Kaloryczność: 376/100g 113-porcja(30g) Tylko dzieci nie potrafią jeździć na rowerze? Otóż nie. Ostatnio ja prawie codziennie wskakuję na rower, co więc mogłoby być nie tak? Sama jeszcze trzy dni temu zadawałabym sobie to pytanie. Chcecie czy nie (przecież i tak już na pisałam ;)) przedstawię wam dwie sytuacje. Niedziela-wracam do domu, jestem już na mojej ulicy, praktycznie pod domem, naprzeciwko mnie jedzie jakiś koleś, no okej, niech jedzie. Pomyślałam więc, że zjadę bliżej trawy (pomińmy fakt, że jechałam po złej stronie), ale co? On też postanowił to uczynić, więc ja zjeżdżam do środka ulicy. I co? On także. Domyślacie się jak jaki był finał? Oczywiście zderzenie. Ten się śmieje i jeszcze mi coś gada, że mogłam sobie felgę zepsuć. Przecież sama bym jej nie zepsuła, no nie ?! Wtorek-jadę z mamą, musiałyśmy pokonać kawałek polnej(piaszczystej) drogi. Z górki, w lewo, od razu w prawo i pod górkę. No więc co wy byście zrobili? Zapewne to co ja i zaczęli się rozpędzać. Tylko, przecudowne traktorki we współpracy z wiatrem postanowiły, akurat na samym zakręcie, nie na środku drogi, tylko przy samym brzegu rozkopać zbity piach. No okej, jeździłam tamtędy wiele razy, w sumie wiedziałam jak jest. Ale aż tyle? Serio? Jak się skończyło już pewnie wiecie. Gleba! Twarz na piach, rower na mnie xD I wiecie co? Byłam ubrana na czarno... Ktoś to chyba uknuł nie sądzicie? Nie mogłam przestać się śmiać, zebrałam jednak tyłek, otrzepałam co się dało, i jadę dalej. I co? w środku pola zepsuły mi się przerzutki! Boże, co ja Ci zrobiłam? Na szczęście po chwili udało się i zaskoczyły. Zwycięstwo! Do domu wróciłam cała brudna, z rozwalonym kolanem i oczami mokrymi ze śmiechu. Ot taka historia ;) Pamiętam, że kiedyś w biedronce już były, potem zniknęły, pojawiły się i teraz już ich nie ma. Wybaczcie, musicie poczekać, jakoś nie było okazji by wcześniej tu zagościły ;)Sklejane po pięć sztuk, kruche batoniki możemy kupić w dwóch smakach: z kremem czekoladowym (40%) i ekspandowanymi ziarnami zbóż (4%), oraz z kremem mlecznym (34%) chrupkami kakaowymi (10%) i orzechami laskowymi (2%). Zacznę od ciastka, w obu jest takie samo, pyszne, mocno wypieczone, kruche, twardsze i mniej maślane niż w M&M Biscuit, lekko słone. Jak dla mnie mogłoby być sprzedawane samo, nawet w wielkich paczkach :) Na pierwszy ogień poszło to ciekawsze i potencjalnie lepsze. Ogromnie się zawiodłam. Środek (tak jak w drugiej wersji) odchodzi bez problemu, możemy zsunąć go zębami i spróbować oddzielnie. Dodatków jest sporo, chrupki są mocno napowietrzone, nie słodkie, słabo kakaowe, kawałki orzechów mimo iż widoczne, w smaku nie wyczuwalne. Krem jest straszny, gęsty, proszkowy, bardzo mleczny, jak mleko w proszku i potwornie, potwornie słodki. Całość ratuje spód, dzięki niemu nie jest tak źle, krem jedzony oddzielnie jest fatalny. Nie pozostało mi nic innego, jak nadzieja, że błędnie wybrałam faworyta i próbowałam dalej. Z łatwością zdjęłam cały krem i mogłam jeść, producent informuje, że jest w nim 60% czekolady (eh, czyli reszta to tłuszcz i cukier, mniaam). Jest on zbity, lecz nadal miękki, bardzo słodki, wyraźnie czekoladowy, lekko tylko tłusty i mniej proszkowy. Ziarna zbóż (ryż, jęczmień) są chrupiące, nie mają głębszego smaku, ale jest ich dużo więc uciszają słodycz. Ze smakiem zjadłam je oddzielnie, jak i razem. Rdzę tylko uważać, bo ma się ochotę sięgać po następne ;) Podsumowując: czerwone są pyszne, lepsze niż MM, a niebieskich nie polecam ;) Mleczny Czekoladowy Ocena: 5 9 Kaloryczność: 119/sztuka 116/sztuka Cena: 3,19 opakowanie (5 batoników) Gdzie kupiłam: Biedronka Choć wiem, że tych osób jest tu mało, bardzo mało, ale powiem. Może jest ktoś kogo ciekawią losy Barcy. Otóż.. Wierzyłam do końca, ale nie zawsze się wygrywa. Dostali lanie i nie dali rady, jeszcze nigdy nie udało się odrobić takiej straty. Nie mamy trofeum, trzeba z tym żyć. Będą przecież następne :) Upały powoli ustają, na ich miejsce wstępują straszne burze. U mnie jeszcze nic nie było, ani deszczu, ani grzmotu, po prostu zrobiło się chłodniej. W końcu chłodniej, da się żyć. Rano na termometrze widzę już tylko 20 stopni, nie 30 jak to było w tamtym tygodniu. Jest lepiej, ale nadal ciepło, lody więc można szamać dalej. No chyba, że komuś obrzydły przez codzienne jedzenie, kilka razy, na każdy posiłek, zrozumiem ^^ Lody truskawkowe z sosem truskawkowym w białej czekoladzie. Drugi próbowany przeze mnie wariant smakowy wydał mi się ciekawszy, czy smak też był lepszy? To opakowanie podoba mi się już nieco mniej, przez kolor, nadal jednak proste, element zdobny stanowią trzy niewielkie truskawki. Przejdźmy do smaku. Biała czekolada jest pyszna, słodka (wręcz przesłodzona, ale przecież to biała czekolada ;)), mleczna, lekko jakby waniliowa, przyjemnie chrupie, z języka znika szybko, pozostawiając słodko-mleczny posmak. Lody (choć zdjęcie tego nie oddaje) mają uroczy, jasno różowy kolor, taki dziecięcy. Pierwsze co zauważyłam to to, że topią się nico wolniej niż w wersji Almond. W smaku mniej mleczne, wyraźnie choć delikatnie (nie nachalnie) truskawkowe, lekko słodkie i kremowe. Pozytywnie zdziwiła mnie obecność przetartych truskawek (6,1%-mało bo mało, ale są, to się liczy^^) myślałam, że będą to jedynie aromaty i barwniki. Jeśli chodzi o sos (5%), jest go bardzo mało, nie wnosi wiele do całokształtu, jest jedynie bardziej kwaśny. Całość jest smaczna, słodka i truskawkowa, taka jak oczekiwałam. Z pewnością będę po niego czasem sięgać. Jeśli lubicie słodką, białą czekoladę, również spróbujcie, warto. Ocena: 9 Cena: 1,79 Gdzie kupiłam: Biedronka Kaloryczność: 288/100g 253 kcal w lodzie Zdajecie sobie sprawę z tego, że wakacje już się kończą? Nie chodzi mi tylko o powrót do szkoły, ale także o pogodę. Robi się coraz chłodniej, burze, deszcz, a zmrok zapada o wcześniejszej porze. Gdzie się nie obejrzę leżą żółte liście, zaraz jesień, nim się ockniemy, ciemno będzie już o tylko ja mam niedosyt, za szybko mi to minęło i choć narzekałam na upały to jednak mogłyby nas jeszcze troszkę pomęczyć. Uwielbiam zimę, święta, tą atmosferę. Ale jesień? jeśli czyta to ktoś kto ją lubi, niech się odezwie. Dam mu chyba wtedy odznakę ^^ Zapewne nasuwa Wam się na myśl dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że opakowanie produktu, o którym dziś mowa kojarzy mi się z zimą, z nią i prezentami. Czekolada mleczna z chrupkami ryżowymi (6%) i piankowym nadzieniem karmelowym (50%). Dumle znałam wcześniej tylko z cukierków, które przypominały mi letni dzień nad basenem (ta, opakowanie z zimą, cukierki z latem, przecież to logiczne ^^) kiedy to spiekłam się niemiłosiernie i właśnie ich próbowałam. Nie zakochałam się, oblepiły mi zęby i więcej się z nimi nie spotkałam. Kolorowe opakowanie, barwami nawiązujące do cukierków, rzuca się w oczy, choć nie jest duże. Takie zagraniczne (też tak uważacie?). Najeżony, spłaszczony batonik pachnie obłędnie, karmel mieszający się z mleczną czekoladą sprawił, że moje ślinianki szalały, a mózg krzyczał abym jak najszybciej włożyła go do ust. Tak tez uczyniłam. Czekolada, która otula wnętrze jest bardzo słodka, szybko się rozpuszcza, coś jak milka. Zatopionych w niej kulek mogłoby być więcej, lecz nawet ta ilość wystarczyła by nadać batonowi chrupkości i poprawić odbiór słodyczy. Serce produktu-karmel, ma on rudą barwę, jest miękki, lecz gęsty, inaczej wyobrażałam sobie "piankowe nadzienie". W smaku delikatnie maślany i bardzo słodki, przypomina bardziej cukierki typu tofi niż karmel. Jest inny niż zapamiętałam , nadal jednak się kleił i trochę ciągną. Jest smaczny i słodki, tak słodki, że osoba ze smakiem bardziej wyrafinowanym, nie tolerującym słodkości choćby milki, raczej nie podoła. Oczekiwałam czegoś innego jeśli chodzi o nadzienie i nieco się zawiodłam. Kupiłabym jeszcze raz? Nie jestem pewna, może do niego wrócę. Kobieta zmienną jest :) Ocena:7 Cena: 2,19 Gdzie kupiłam: Uniwersam Kaloryczność: 477/100g 190 kcal w batonie Dokładnie nie wiem dlaczego, ale chciałam, aby do tej czekolady i wstęp był. Nie taki zwyczajny, intrygujący, opowiadający jakąś historię, zabawny, po prostu ciekawy. Ale jak mam pisać, skoro "moja" drużyna została zmiażdżona, rozłożona na łopatki. Jestem załamana, zła, smutna, wściekła i zrozpaczona. Musiałby wydarzyć się cud, oczywiście wierzę w niego, muszę wierzyć! Ale wiem też, że szanse są raczej marne, ale kto wie! Przecież potrafią, stać ich na to! Wiem, że blog nie o tym i pewnie nie macie ochoty czytać tych relacji, lecz jak mam wam pisać teraz coś innego. Może przejdźmy od razu do recenzji, bo zaraz nie będzie komu czytać, a jest o czym. Czekolada nie byle jaka, trochę się do niej zbierałam i długo chciałam spróbować, wszyscy raczej znają, więc i nie trzeba przedstawiać, ale czy lubią? Czy ja polubię? Osłodzi gorycz porażki? Przekonajmy się! Blado-żółte opakowanie, usiane orzechami i ryżowymi chrupkami. Wygląda jak tabliczka skrywająca się w środku, mi się podoba. Zapach ciężko opisać jednym słowem, czuć orzechy, mleko w proszku i słodycz, jest on przyjemny (czyli jednak się da!). Szesnaście, delikatnie żółtych, grubych kostek, wypełnione zostało całymi orzechami laskowymi i chrupkami. Podczas łamania słychać było ich "bogactwo". Czekolada rozpuszcza się gładko, przyzwoicie tłusto, szybko znika z języka, w smaku przypomina mi batoniki Gold (które bardzo lubię), bardzo słodka, śmietankowo-mleczna, w tle waniliowa, taka lepsza. Chrupki ryżowe, jak sama nazwa mówi, są chrupiące, nadają ciekawego, charakterystycznego posmaku, ale to jeszcze nic. Orzechy-to one odgrywają tu główną rolę, zachowały swój intensywny smak i pasują idealnie. Łagodzą słodycz i tworzą coś przepysznego. Są chrupiące i świeże, cudowne, nie znalazłam w nich żadnego minusa. Na paru były kawałki czarnej skórki, nie przeszkadzały mi one jednak, nie psuły smaku, a kiedy jadłam już następną nie natknęłam się na żadną ^^ Uwielbiam gdy jest się w co wgryźć i co pochrupać, jak dla mnie wzorowo. Będzie chyba moją ulubioną i częstym gościem w domu. Za kilka dni poleciałam do sklepu i mam za sobą już drugą tabliczkę ^^ Jest wzorem białej czekolady, a wszelkie plastiki i orzechowe, zatęchłe drobinki mogą się schować. Ocena: 10 Cena: 4,99 Gdzie kupiłam: Lidl Kaloryczność: 583/100g Sama siebie zadziwiam. Próbuję rzeczy, na które jeszcze nie tak dawno nawet nie patrzyłam, co najdziwniejsze-większość mi smakuje. Gdyby ktoś zapytał mnie dwa miesiące temu, czy lubię ciastka, powiedziałabym po prostu, że tak, a teraz? Kocham je! Ludzie się zmieniają, ale na moim przykładzie, żeby aż tak ?! Nie myście sobie, że chodzi tu jedynie o jakieś, tak naprawdę nie istotne ciastka, zauważyłam wiele innych odmiennych cech i zachowań. Nie będę się nad nimi rozwodzić, bo chyba nie na to tu miejsce ;) To trochę nienormalne, ale czuje, że staję się inną osobą. Znajomi mnie nie poznają, tylko nie wiem do końca czy te zmiany idą w dobrym kierunku :) No cóż, inni to ocenią. Mnie nie pozostaje nic innego, jak tylko spiąć pośladki, iść przed siebie i to wszystko mieć daleko gdzieś. Wam też to polecam! Czasem jest naprawdę świetnie ;) Zacznijmy od opakowania, czerwono-brązowe, kilka ciastek, duży napis, a na boku instrukcja jak je jeść. Kolorystyka od razu przywiodła mi namyśl klasyczne Hity, nic szczególnego, ale na półce problemu ze znalezieniem mieć nie powinniśmy. Po rozerwaniu paczki poczułam przyjemny zapach ciastek i czekolady. Trochę zawiodłam się ilością, gdyż paczka wypełniona była tylko do połowy. W sumie dostajemy 23, mocno wypieczone ciasteczka. Mają one falowane brzegi, kilka dziurek i wytłoczony napis, są też dość grube. Żadne z nich nie było połamane, lecz gdy wzięłam je do ręki, palce pokryły się takim ciastkowym pyłkiem. Nie miałam problemu z oddzieleniem ich od siebie, sam herbatnik jest kruchy, ale się nie sypie, bardzo dobry, leciutko słodki i chyba maślany. Przeszkadzały mi jedynie kakaowe chrupki, miałam wrażenie, jakbym rozgryzała kryształki cukru, także za to mały minus (całe szczęście, nie było ich dużo). Nie jest to ciastko typowe dla Hitów, jak dla mnie o niebo lepsze, bliżej mu do kruchych ciastek, ale nie do końca bo dużo mają też z herbatnika. Krem za to niczym się nie różni. Taki jak zapamiętałam, zbity, słodki, trochę proszkowy i bardzo mocno czekoladowy, nie zbyt mi on smakuje, lecz zamknięty między dwoma ciachami smakuje nieźle i wpasowuje się w całość. Ogólnie te ciastka są bardzo smaczne, różnią się od klasycznych, jak dla mnie działa to na ogromny plus. Zapewne jeszcze do nich wrócę, jeśli spotkam, kupię też w wersji Black&White. Nie muszę chyba już mówić, że mam słabość do ciastek ^^ Ocena: 8 Cena: 3,15 Gdzie kupiłam: Miejscowy spożywczy Kaloryczność: 516/100g Podobał Ci się wpis? Masz odmienne zdanie, a może jakieś rady? Chętnie posłucham wszystkiego i wszystkich z osobna. Będzie mi miło, gdy zostawicie ślad swojej obecności ;)